Nasz ekspert

Jest ser za parę tysięcy

Dodany 6 stycznia 2011

Na przełomie maja i czerwca ub. roku (2010) spędziłem kilkanaście dni za kołem polarnym na północy Norwegii. Była to niebywale ekscytująca podróż. I to pod paroma względami. Białe noce czy inaczej mówiąc dni panujące 24 godziny na okrągło, okazały bardzo wyczerpujące dla mojego organizmu i psychiki. Wprawdzie spałem normalnie tj. około  6  - 7 godzin za szczelnie zasłoniętymi gumowymi zasłonami oknami ale słońce i tak dawało sygnały, że jest bez przerwy na nieboskłonie. Po trzech dniach zacząłem tracić orientację jaka to część doby. To było przykre uczucie.

Równie przykre wrażenie robił na mnie krajobraz: skalisty, bezdrzewny, porośnięty tylko mchami i chrobotkiem czyli ulubionymi daniami reniferów. A tych, w okręgu Finnmark, żyje ponad 150 tysięcy sztuk, gdy ludzi zaledwie 15 tysięcy. Te mankamenty wyrównywały  - i to z nawiązka – fiordy. Surowe piękno  skał wchodzących daleko w morze zachwycało. W dodatku morze ukrywało w sobie coś, co dla mnie miało znaczenie nie do przecenienia: ryby i owoce morza.

Przez cały czas pobytu jadłem dorsze, łososie, zębacze, gigantyczne kraby królewskie, że o pospolitych krewetkach już nie wspomnę. Czasem dla urozmaicenia podawano mi pieczeń bądź gulasz z renifera. Wszystko było pyszne. Zwłaszcza, że ryby przyrządzał zdobywca najwyższej nagrody w świecie kucharzy czyli Bocus d’or – Kjartan Skjelde, szef  słynnego „Tango Baru” w Stavanger.  W połowie pobytu zacząłem mimo to odczuwać jakiś kulinarny niedosyt. Czegoś mi było brak. Wreszcie zrozumiałem czego domagało się moje podniebienie, język i mój żołądek: tęskniłem za serem.

Podczas niedługiego, bo kilkugodzinnego zaledwie, rejsu luksusowym statkiem “Kung Harald”, należącego do linii Hurtigruten, wożących turystów po fiordach, uczestniczyłem w śniadaniu wydanym przez kapitana. Wśród wielu dań zapełniających tzw. szwedzki stół leżały norweskie sery. A wśród nich, na ozdobnym talerzu co świadczyło o wyjątkowości tego sera, spoczywał twaróg o bardzo intensywnym zapachu. Wziąłem mały kawałeczek. Smakował dziwnie i nie przypominał żadnego znanego mi dotąd sera. Gdy po chwili wróciłem po dokładkę, by móc dokładniej zaznajomić się i z aromatem, i ze smakiem tego sera, pozłacany półmisek był już pusty. I wówczas dowiedziałem się, że jadłem jeden z najdroższych serów na świecie – ser z mleka reniferów. Mój przewodnik twierdził, że kosztuje on ponad 1000 euro za kilogram. Więcej reniferowego sera nie widziałem. Produkowany jest on bowiem w Szwecji i dostarczany do wytwornych hoteli skandynawskich i do kambuza luksusowych statków.

Po powrocie zacząłem szperać w serowarskiej literaturze i dowiedziałem się o tym i kilku innych niebywale drogich serach parę ciekawostek.Drugim, dorównującym ceną reniferowemu, serem jest jego kuzyn z mleka  łosia. Cena wynika głównie z faktu, że o mleko łosia jest bardzo trudno. Produkowane ono jest w zaledwie paru fermach też znajdujących się w północnej Szwecji. Zwierzęta są oswojone, dzięki czemu pozwalają się  doić. Ale mleczny sezon trwa krótko tylko między majem a wrześniem czyli wówczas gdy łosie wychowują młode. W dodatku na łosi ser trzeba kilkakrotnie więcej mleka niż przy produkcji serów krowich. Na  wysoką cenę serów wpływa też jakość mleka łosia. Ma ono 12 procent tłuszczu i znacznie więcej białka niż np. mleko krowie czy nawet kozie.

Przy okazji serowarskich lektur trafiłem także na opis kolejnego serowarskiego rarytasu, jakim jest podobno ser z mleka oślicy. Produkowany on jest w Serbii. I to tylko w jednym miejscu: w Zastavnicy leżącej na północ od Belgradu. Pule – bo tak ten ser się nazywa -  to podobno najdroższy ser świata. Za kilogram wędzonego trzeba zapłacić ponad tysiąc euro, czyli więcej niż 4 tys. zł. A jego do produkcji potrzeba 25 litrów mleka. Tymczasem na jeden kilogram  sera trzeba średnio około 10  litrów mleka krowiego, tylko około 6 litrów mleka owczego i  najmniej, bo zaledwie 5 litrów mleka koziego. Liczące 100 sztuk stado osłów w Zastavnicy żyje w tamtejszym rezerwacie. Tam też  tylko można go kupić.  A więc Zastavnica będzie celem mojej kolejnej letniej podróży w poszukiwaniu nowych (serowych) smaków.

Zobacz także:

  • Serowar na zagrodzie równy…

    Przecież to jasne, że uwielbiam sery. Tylko prawdziwy miłośnik bowiem może poświęcić tyle czasu i pracy najpierw szukając informacji, potem podróżując po kraju i świecie, w końcu rozmawiając z ekspertami i producentami tylko o czytaj dalej...

  • Jest ser za parę tysięcy

    Na przełomie maja i czerwca ub. roku (2010) spędziłem kilkanaście dni za kołem polarnym na północy Norwegii. Była to niebywale ekscytująca podróż. I to pod paroma względami. czytaj dalej...

  • Smak subtelny mimo, że angielski

    Nie jestem miłośnikiem kuchni angielskiej. W moim prywatnym i całkowicie subiektywnym rankingu smak dań z ojczyzny Szekspira jest na samym dole drabinki. Jest oczywiście kilka potraw ... czytaj dalej...

  • Hiszpania jest ojczyzną stu serów

    To było dla mnie zaskoczenie. Wiedziałem, że Francja (przecież już stary Charles de Gaulle narzekał, że nie da się rządzić narodem mającym 400 serów) to królestwo sera. czytaj dalej...

  • Dziwny zapach sardyńskich serów

    Kuchnia Sardynii różni się od kuchni innych regionów Włoch. Prawdę mówiąc wszystko jest tu inne niż na Półwyspie Apenińskim. Język sardo jest tak odległy od włoskiego jak gwara kaszubska od ... czytaj dalej...

  • Pożytek z kozy

    Koza zawsze wydawała mi się wzruszającym zwierzęciem. Jej lekko załzawiony wzrok sugerujący stan zamyślenia lub nawet innych wyższych uczuć powodował, że ... czytaj dalej...

  • Ile sera w serze tyle przyjemności przy stole

    Gouda jest jednym z najstarszych holenderskich serów. Jak zapisano w starych kronikach pierwsze wielkie gomuły goudy wyprodukowano w... czytaj dalej...

  • Białe, bielsze… twaróg

    Mój wiejski dom stoi na skraju lasu i nad wielkimi łąkami. Mam wspaniały widok na Puszczę Białą oraz rozległe ... czytaj dalej...

  • W jaskiniach jest zimno ale za to smacznie

    Zupełnie inną historię niż opowiadane przeze mnie dotychczas można poznać w okolicach Roquefort i St. Afrique. W odległych, wręcz ... czytaj dalej...

  • Co się kryło za klasztorną furtą?

    W większości kronik klasztornych Francji, Włoch i Hiszpanii można znaleźć pełne opisy technologii produkcji różnych serów. czytaj dalej...

  • Ser po nowemu

    Jestem też zdania (wygłosił je ponad 250 lat temu Anthelme Brillat-Savarin), że deser bez sera jest jak kobieta bez oka. czytaj dalej...

Piotr Adamczewski

Piotr Adamczewski Jako reporter zwiedził niemal wszystkie kontynenty, wszędzie zaglądając do kuchni i zaprzyjaźniając się z kucharzami. Tak bowiem najlepiej poznaje się i kraje i ludzi. Zna najwybitniejszych kucharzy Polski i Francji...